Kiedy prezydent Kaczyński zaapelował o utworzenie święta pamięci Powstania Warszawskiego, w mediach, na forach internetowych zawrzało. Po co? Dlaczego mamy czcić jeszcze jedną klęskę? Z jakiej niby racji hołubić decyzję o wywołaniu morderczej hekatomby? Składać pokłony głupocie dowódców i bohaterstwu walczących? To już było, martyrologii mamy po dziurki w nosie…
Najczęściej takie pobrzmiewają głosy. Większość z nas nie chce pławić się w smutnych rozmyślaniach o tym strasznym wydarzeniu, a co dopiero czcić w postaci święta!
Zgadzam się z oponentami. Święto jest zbędne. Już same obchody 1 sierpnia są wystarczającym okazaniem szacunku i dowodem pamięci. Nic więcej nie trzeba. Które z powstań może liczyć na taki PR?
Gdy mówimy o Powstaniu, ścierają się w nas – romantyczna wizja walki o wolność i wyważona smutna refleksja beznadziejności rodem z koncepcji realpolitik. Albo uwielbimy powstańców, albo skażemy na potępienie. Takie wydarzenia są jednak na tyle złożone, że stosowanie czarno-białych klisz prowadzi jedynie na manowce. Czy wodzowie byli głupi? Czy są odpowiedzialni za cierpienia i śmierć tysięcy ludzi, zwykłych mieszkańców, którzy nie chwycili za broń, a jednak zostali wymordowani? Z perspektywy czasu widać to jasno: Powstanie nie mogło osiągnąć swych politycznych celów. Sprawa była załatwiona już wcześniej, w Teheranie, i wielu polskich polityków na zachodzie zdawało sobie z tego sprawę. Poruszenie polską szabelką w tej sytuacji było samobójstwem i tym właśnie się skończyło.
A jednak… nie umiem potępić ani wodzów, ani – tym bardziej – młodzieńców, którzy ginęli na barykadach. Powstanie miało trwać kilka dni; wiele wskazywało na to, że Niemcy lada dzień opuszczą miasto; nie łatwo było przewidzieć, że Armia Czerwona zatrzyma się i nie ruszy dalej. Z drugiej strony należało spodziewać się, że Rosjanie potraktują witających AK-owców tak, jak robili to do tej pory, czyli przeznaczą na odstrzał.
Wszystko to łatwo się mówi, jednak wyrokowanie o sytuacji sprzed 1 sierpnia jest trudne nie dlatego, że nas tam nie było, tylko dlatego, że my zupełnie nie potrafimy wcielić się w ludzi, nad którymi ciąży ostateczna zagłada. Niczego podobnego nie doświadczyliśmy; nie wiemy, jakie to są emocje, jakie porywy targają wtedy ludźmi, do czego jest się zdolnym, w chwili, gdy upada świat, w jakim żyliśmy. Młodzi powstańcy, wychowani na ideałach romantyzmu, mesjanistycznej wizji Polski, czytający klasyków i powieści ku pokrzepieniu serc, kultywujący ducha minionej obyczajowości, patrioci w dawnym stylu – czy dziś można w ogóle kogoś takiego spotkać? W tamtym świecie konflikty rozwiązywało się honorowo, jak nakazywał kodeks, aura bohaterstwa i odwagi rozświetlała zapalone umysły młodych powstańców. Że to było naiwne? Naiwność to stała cecha człowieka, nie ma w tym nic tajemniczego.
Dlaczego powstanie głęboko wzrusza? Bo w tej walce poeci ścierali się z regularnym wojskiem; bo dziewczyny nosiły karabiny; bo dzieci nie były szybsze od kul wroga; bo wróg był bezlitosny.
Ale przy tym - masowe mordy, bestialskie masakry, gwałcone kobiety, które później zabijano, cała groza niszczycielskiego żołdactwa. Z jednej strony niezłomny duch walczących powstańców, z drugiej przerażenie i śmierć w cierpieniach, jaką ponieśli ludzie chcący po prostu przeżyć.
Ten obraz widzimy dziś, po fakcie. Prawdopodobnie powstańcy już po kilku dniach zobaczyli dokładnie to samo, tylko że wtedy było już za późno, aby się cofnąć. Walka musiała trwać.
Pytanie – co byś zrobił na ich miejscu, zacząłbyś powstanie, czy nie – narzuca się samo przez się, ale jest też źle postawione. My bowiem jesteśmy ludźmi z innej planety. Pytanie takie zakłada, że na ich miejscu byłby ten, kto pyta. A to przecież niemożliwe. Dzieli nas nieprzekraczalna bariera czasu i kultury, przekonań, postaw moralnych i zwyczajów. My i tamten świat to dwa nieprzystające do siebie zjawiska.
Trudno więc wniknąć w stan umysłu tamtych ludzi w tak decydującej chwili. Nie potrafimy udzielić odpowiedzi i nigdy nie będziemy w stanie jej udzielić. Czy więc mamy prawo do skrajnych ocen? Może upoważnia nas do tego skala odpowiedzialności, jaka ciążyła na wodzach? Może tam, gdzie rozstrzyga się los setek tysięcy, los całego narodu, decydenci muszą być poddawani ostrej ocenie, bez taryfy ulgowej? Zapewne, tu wszak nie chodzi o problemy jednostki, tu chodzi o życie innych. Lecz z drugiej strony mamy do czynienia z sytuacją ekstremalną. To nie przejściowy kryzys ekonomiczny, tylko realna barbarzyńska wojna. Tu nie ma mowy o potępieniu bądź nie Tuska albo Kaczyńskiego, którzy działają w warunkach wręcz sielankowych i nie stoją w obliczu zła z najgłębszego kręgu piekieł. Tu jest mowa o wyzwaniu daleko przekraczającym współczesne kłopoty społeczne. Kto nigdy nie stanął przed takim wyzwaniem, może się nazwać szczęśliwym człowiekiem. I tacy jesteśmy my – szczęśliwi wobec nieszczęścia tamtych.
Pozostaje nam spoglądać na nich z daleka, z wyżyny i bez specjalnych świąt. Powstanie to mit straceńczej walki, bohaterstwa, ale i płonnych nadziei, a w końcu politycznej nierozwagi. Wszystko razem, cały kocioł rzeczy z dwóch krańców skali.
Marcin Pilis
Wydawca: Agencja Wydawnicza PR s.c. Magdalena Ryziuk, Marcin Pilis
42-300 Myszków, ul. Kościuszki 16
tel. 034/313 20 19 mail: kurierjurajski@op.pl
Zespół: Marcin Pilis /redaktor naczelny/, Magdalena Ryziuk, Piotr Janocha, Sylwia
Surowiec; Współpraca: Janusz Gocył, Zbigniew Ciszewski Skład gazety: Agencja Reklamowa "Impact" Dominika Konieczko Druk: Polska Presse Kraków
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie lub wykorzystywanie zamieszczonych
na stronach www.kurierjurajski.pl oraz www.foto.kurierjurajski.pl
publikacji i zdjęć bez pisemnej zgody ich autorów oraz bez podania zródła ZABRONIONE ! USTAWA
z dnia 4 lutego 1994 r o prawie autorskim i prawach pokrewnych
DZIENNIK USTAW Nr 24, poz. 83